Podczas walk we Francji miała miejsce ewakuacja wojsk francusko-brytyjskich oraz niewielkich oddziałów innych armii sprzymierzonych. Właśnie wtedy Hitler podjął katastrofalną w skutkach decyzję, dotyczącą sposobu zniszczenia sił aliantów. W wyniku zaciętych walk w Holandii, Belgii oraz na terenie Francji alianci ponieśli dotkliwe straty w ludziach i sprzęcie. Działania miały podobny charakter jak podczas inwazji na Polskę- zastosowano Blitzkrieg, niemiecką taktykę polegającą na szybkim przełamaniu linii frontu, okrążeniu przeciwnika przy użyciu znacznej liczby czołgów oraz skoordynowanych, zaskakujących uderzeń lotnictwa.
Sytuacja na froncie zmusiła sztab francusko-brytyjski do podjęcia decyzji o ewakuacji. Na brzegu porzucono ogromne ilości broni, sprzętu i zaopatrzenia. Do ewakuacji zaangażowano ok. 300 okrętów Royal Navy, a sytuacja była tak dramatyczna, że wykorzystano również kutry rybackie i jednostki cywilne.
Niemcy, pewni zbliżającego się sukcesu, rozważali dwie koncepcje zakończenia operacji. Pierwsza zakładała uderzenie lądem i zamknięcie w kotle armii francuskiej oraz brytyjskiej. Twórcami tej koncepcji byli m.in. Fedor von Bock (dowódca Grupy Armii „Północ” we wrześniu 1939 r. i Grupy Armii „Środek” podczas wojny ze Związkiem Radzieckim), Gerd von Rundstedt oraz Wilhelm von Leeb. Początkowo pomysł wydawał się sensowny – Niemcy z łatwością pokonywali Francuzów, więc inicjatywa ataku lądowego miała duże szanse powodzenia. Wymagała jednak ryzyka i zaangażowania znacznych sił, aby związać walką sporą liczbę wojsk sprzymierzonych.
Idea ta przestała odpowiadać Hitlerowi, gdy Hermann Göring zapewnił go, że Luftwaffe „załatwi sprawę” i zniszczy wroga z powietrza. Wymagało to co prawda zaangażowania sporych sił lotniczych, ale- w ocenie Göringa ryzyko poważnych strat było niewielkie, ponieważ francuskie lotnictwo zostało już poważnie osłabione wcześniejszymi atakami. Wiele maszyn zniszczono na ziemi, część strącono w powietrzu, a część Francuzi sami wycofali lub unieruchomili, by nie wpadły w ręce wroga.
Hitler, przekonany obietnicami Göringa, powierzył mu zadanie zadania ostatecznego ciosu. Okazało się to ogromnym błędem. W rzeczywistości wielu ewakuowanych żołnierzy nie miało już broni (często porzuconej lub zniszczonej). Jeden z brytyjskich żołnierzy wspominał: „Nie mieliśmy broni, więc jak mieliśmy walczyć z Niemcami?”. Żołnierz ten przeżył cudem, ukrywając się w przydrożnym rowie, gdy przejeżdżała kolumna niemieckich wojsk. Gdyby doszło do silnego uderzenia lądowego, tak rozbrojone oddziały aliantów nie miałyby praktycznie żadnych szans na skuteczną obronę.
Niemcy mogli zaatakować z lądu i domknąć pierścień okrążenia, uniemożliwiając ewakuację ponad 300 tys. ludzi- czyli około 15 dywizji. Taka liczba żołnierzy mogła w przyszłości znacząco wpłynąć na losy wojny. Zamiast tego, atak z powietrza zadał aliantom stosunkowo niewielkie straty w porównaniu z tym, co mógłby osiągnąć Wehrmacht, gdyby zdecydowano się na pełną ofensywę lądową. Warto dodać, że gdyby nie działania brytyjskiej floty, ostrzeliwującej niemieckie pozycje i osłaniającej ewakuację, operacja mogłaby się nie powieść- a to przechyliłoby szalę zwycięstwa wyraźnie na korzyść Niemiec. Była to jedna z pierwszych tak źle zaplanowanych i przeprowadzonych operacji niemieckich w czasie II wojny światowej.
25 czerwca podpisano zawieszenie broni między Francją a Niemcami- w tym samym wagonie kolejowym, w którym Niemcy 11 listopada 1918 r. podpisali zawieszenie broni kończące dla nich I wojnę światową.
Autor: Wiktor Kruk