Artykuły » Zarys biograficzny Adolfa Hitlera w świetle mało znanych faktów
Hitlerowi poświęcono największą liczbę prac badawczych ze wszystkich postaci historycznych ostatnich dwóch tysięcy lat. Zainteresowanie jego osobą wciąż nie słabnie. Powstają kolejne filmy dokumentalne, a rynek wydawniczy nieustannie oferuje nowe książki, podejmujące ten temat na rozmaite sposoby. Stale dowiadujemy się czegoś nowego i możemy lepiej rozumieć historię najnowszą, analizując tę skomplikowaną osobowość. Niniejszy tekst, będący jedynie zarysem i próbą szybkiego przedstawienia wybranych zagadnień, ma na celu uporządkowanie oraz rozwinięcie sposobów postrzegania tej postaci.

We wspomnieniach generała Heinza Guderiana, w przypisach na końcu książki, znajdziemy opinie powojennych psychiatrów na temat Hitlera. Określili oni jego sylwetkę psychiczną jako osoby nie będącej psychopatą, lecz przejawiającej zachowania psychopatyczne. Brzmi to na pierwszy rzut oka przewrotnie, ale w rzeczywistości trafnie naprowadza nas na właściwe rozumienie problemu. Przejawianie pewnych cech lub reakcji nie musi automatycznie oznaczać przynależności do określonej grupy klinicznej. To trochę jak z pytaniem: od którego momentu zaczyna się łysina? Mało kto chce być nazwany łysym, nawet jeśli ma już wyraźne zakola. Granica jest płynna i trudna do jednoznacznego ustalenia. Podobnie w przypadku Hitlera – człowieka poddanego ekstremalnym stresom, ciągłej frustracji i ogromnemu napięciu nerwowemu. W takich warunkach mógł on przejawiać liczne zachowania charakterystyczne dla osobowości psychopatycznej, co jednak nie oznacza, że był „typowym” psychopatą w sensie podręcznikowym.

Guderian wspominał także o niezwykłej pamięci Hitlera. Była ona po części wynikiem jego kabotynizmu, a po części poczucia niższości, które odczuwał, gdy znajdował się w towarzystwie wysoko urodzonych, dobrze wykształconych przedstawicieli generalicji czy świata przemysłu. Obok łóżka Hitlera zawsze leżał podręcznik oprawiony w czerwony materiał, zawierający wszystkie możliwe dane dotyczące rodzajów broni i sprzętu. Przypomina to trochę scenę z „Kariery Nikodema Dyzmy”, gdy bohater w wykonaniu Romana Wilhelmiego wkuwa słówka ze słownika, by choć częściowo zmniejszyć poczucie własnej intelektualnej niższości wobec ludzi obytych i wykształconych.

Wzorce rodzicielskie są kluczowe dla rozwoju każdego człowieka. Nawet jeśli w dorosłości wydaje się nam, że jesteśmy niezależni, nasz system nerwowo–emocjonalno–psychiczny wyrasta z domu rodzinnego niczym drzewo z korzeni. Cały proces socjalizacji, światopogląd, wrażliwość, zainteresowania, gusta, sposób postrzegania innych ludzi i samego siebie – wszystko to ma swoje źródło w rodzinie. W przypadku Hitlera surowy ojciec, Alois, zapewne w jakiś sposób go kochał, ale skłonność małego Adolfa do robienia niewybrednych kawałów (o czym sam później wspominał Speerowi, mówiąc, że „w robieniu kawałów był lepszy niż w szkole”), a także odprowadzanie pijanego ojca z karczmy do domu, z pewnością nie sprzyjały zacieśnianiu więzi. Adolf był mocno związany z matką. Klara nie była w stanie przekazać mu inteligenckich tradycji ani kształtować jego osobowości w oparciu o dojrzałe wzorce filozoficzno–polityczne. Kochała go jednak bezwarunkowo i- jak wiele matek wmawiała synowi, że jest wyjątkowy i nadzwyczajny. U Hitlera z czasem zaowocowało to poczuciem posiadania jakiegoś „ukrytego geniuszu”, talentu, który musi istnieć, skoro mama zawsze tak mówiła.

Zderzenie tej wiary z rzeczywistością było dla niego szokiem. Owszem, Adolf miał wrażliwość na sztukę i architekturę, ale nie posiadał talentu twórczego na tyle wybitnego, by zostać uznanym za ewenement. A przecież „mama mówiła, że jestem wyjątkowy”. Dlaczego więc profesorowie z Wiednia nie dostrzegli tego, co widziała ukochana rodzicielka? Spróbował więc w Linzu, licząc, że tam zostanie doceniony. Ciekawostką jest fakt, że według Kershawa Hitler próbował nawet komponować muzykę, i to bez głębszej znajomości nut, co także zakończyło się fiaskiem.

Hitler szukał sposobu, by „objawił się” jego domniemany geniusz – to, co według Klary miało czynić go wyjątkowym spośród innych chłopców. Szukał uznania i akceptacji, także we własnych oczach. Znalazł je dopiero po odkryciu swojego talentu oratorskiego i aktorskiego. Ogromne znaczenie miał też wpływ jego nauczyciela historii, Poetzla. Adolf był w szkole dobry właściwie tylko z historii. Kochał ją i prawdopodobnie już wtedy zetknął się z operami Wagnera. Mity germańskie mogły od początków młodości kształtować jego wyobrażenia o wartościach, wielkości i przeznaczeniu. Nie przypadkiem pierwsze jego wystąpienie w DAP opierało się na przytoczeniu idealistycznej koncepcji jedności Niemiec, osadzonej w starogermańskiej mitologii. Była to jednak podstawa wyłącznie duchowo–moralizatorska, a nie historyczna. Po tym wystąpieniu Anton Drexler miał powiedzieć: „Ten krzykacz może się nam przydać”.

Kluczowym elementem w zrozumieniu narastającej frustracji młodego Hitlera jest porażka przy próbie dostania się na studia plastyczne. Za pierwszym podejściem do Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu otrzymał ocenę dostateczną z teorii i niedostateczną z rysunku. Za drugim razem „oblał” już także teorię. Jeden z profesorów dostrzegł co prawda, że ma on pewne predyspozycje do przedstawiania architektury- budynki wychodziły mu znacznie lepiej niż ludzie ale nie wystarczyło to, by dostał się na uczelnię. Ciekawostką jest odnalezienie kilka lat temu w Norwegii figurek krasnoludków z „Królewny Śnieżki” Disneya, oznaczonych inicjałami A.H. Fachowcy sugerowali, że mogły być jego autorstwa. Wyglądają całkiem solidnie.

Albert Speer we wspomnieniach opisuje sytuację, gdy przyszedł na spotkanie towarzyskie z Hitlerem i innymi dygnitarzami. Ochrona zatrzymała go w szatni, prosząc, by zostawił tam plany architektoniczne, ponieważ odciągną one uwagę Führera od towarzystwa. Po pewnym czasie zauważono, że Hitler zniknął z sali. Odnaleziono go właśnie w szatni, siedzącego wśród płaszczy i przeglądającego z zapałem rulony z projektami.

Architektura miała dla Hitlera znaczenie także na poziomie duchowym. Wiele religii wiąże siłę swojej wiary z wznoszeniem monumentalnych, „wiecznych” budowli, które mają świadczyć o triumfie nad światem i innymi wyznaniami. Nikt wtedy nie zastanawia się, ilu nieszczęśników złupiono, ile osób zginęło podczas ich budowy czy w wyniku wojen, grabieży i intryg, dzięki którym zdobyto środki na realizację tych projektów. Hitler fascynował się ideą „prawa ruin”- koncepcją, według której wznoszone budowle powinny po wiekach rozpadu nadal prezentować się szlachetnie, jak antyczny akropol czy majestatyczne piramidy egipskie. Gmachy, które planował pozostawić po sobie, miały stać się wiecznym świadectwem jego dokonań i potęgi Niemiec. Nawet jeśli za tysiące lat sam naród by zniknął, a Berlin nosiłby nazwę znaczącą na przykład „Błyskotliwy Tryumf Islamu”, ruiny nazistowskich monumentów miałyby nadal stać, wzbudzając dreszcz emocji u wrażliwych miłośników historii. Ten dreszcz, pobudzający wyobraźnię, miałby być niczym ostatni akord opery, utrwalony w kamieniu. Problem w tym, że wszystko to planowano kosztem niewyobrażalnego cierpienia milionów ludzi.

Kult historii, kult ducha i futurologiczna wizja dorównania Grekom czy Egipcjanom – to była główna treść i motywacja. Wielkie marzenia, które ostatecznie przyniosły straszną tragedię. Hitler wraz z aparatem propagandy stworzył wizerunek człowieka silnego, zdecydowanego, idealnie odpowiadającego pragnieniom dumnych Niemców. W praktyce była to jednak rola sceniczna, przybrana maska. W młodości Hitler był raczej słaby, ekscentryczny, bardzo wrażliwy, a wręcz przesadnie przewrażliwiony na własnym punkcie. Często czuł się gorszy od innych – i to poczucie niższości towarzyszyło mu całe życie. Przykładem może być jego reakcja po rozmowie z generałem Funkiem, kandydatem na dowódcę Afrika Korps. Po wyjściu gościa Hitler skomentował: „Widzieliście, jak na mnie patrzył? Z tym swoim wielkim arystokratycznym nochalem!”. Można odnieść wrażenie, że zwyczajnie przy nim się „kurczył”.

Brigitte Hamann w jednej ze swoich książek pisze o Hitlerze z lat 1912–1913: „Niczym się nie wyróżniał w szarej armii czasowo zatrudnionych i bezrobotnych. Nie miał specjalnych skłonności do zbrodni i demonizmu. Był raczej cherlawym ekscentrykiem, który unikał regularnej pracy, wyznawał dziwaczne teorie na temat stworzenia świata i czcił germański lud. (...) Wyróżniały go jedynie jego umysłowa sztywność, zahamowania, lęk przed kobietami. I całkowita niezdolność do zabawy czy spędzania w przyjemny sposób czasu z innymi”. Wiedeński epizod w życiu Hitlera jest niezwykle interesujący. To właśnie tam zderzył się brutalnie z rzeczywistością. Urojone poczucie geniuszu rozbiło się o skały, którymi były ciężka praca nad sobą, dyscyplina i realna konkurencja. Prowadziło to do narastającej frustracji i do szukania winnych wszędzie, byle nie w sobie.

Po I wojnie światowej Hitler był człowiekiem zwyczajnie zagubionym. Gdyby już wtedy był fanatycznym antysemitą i skrajnym nacjonalistą, jak sugerują niektórzy, trudno wyjaśnić, dlaczego nie wstąpił do żadnego Freikorpsu ani do żadnej z przybudówek stowarzyszenia Thule- skrajnie nacjonalistycznego. Zamiast tego wybrano go na zastępcę przedstawiciela Rady Żołnierskiej batalionu w 2. pułku. Pozostał na tym stanowisku przez cały okres istnienia Bawarskiej Republiki Rad. Był między innymi odpowiedzialny za utrzymywanie kontaktu z departamentem propagandy socjalistycznego rządu.

W rzeczywistości Hitler w tamtym czasie nie był ani ukształtowanym socjalistą, ani konsekwentnym nacjonalistą. Jego postawa była chwiejna i niejednoznaczna. Już w 1915 roku krytykował socjalistów, w 1919 współpracował z nimi, by wkrótce po ich upadku stać się zagorzałym prawicowcem. Można spekulować, że próbował odgrywać rolę agenta, infiltrującego struktury socjalistyczne, lub ukrytego kontrrewolucjonisty, ale brak na to dowodów. Gdyby tak było, zapewne po dojściu do władzy sam chętnie by się tym pochwalił w „Mein Kampf”, a inni by to potwierdzali. Stało się inaczej.

Jego partyjny towarzysz Otto Strasser, gdy zerwał z Hitlerem, zadawał mu pytanie, dlaczego ten nie dołączył do żadnego Freikorpsu. To, w połączeniu z innymi faktami, buduje obraz politycznie i ideowo nieukształtowanego Hitlera, miotanego między różnymi obozami w zależności od tego, kto zyskiwał przewagę. Nie wiedział, kim właściwie jest. Sebastian Haffner sugerował nawet, że Hitler nie był „prawdziwym” antysemitą, lecz cynicznie wykorzystywał antysemityzm jako narzędzie agresywnej polityki. To sprawa złożona i wcale nie tak oczywista, jak się powszechnie sądzi.

Thomas Weber w książce „Pierwsza wojna Hitlera” podaje informację o udziale Hitlera w pogrzebie Kurta Eisnera – przywódcy Bawarskiej Republiki Rad. Zachował się film z tego pogrzebu, gdzie widać żołnierza uderzająco podobnego do późniejszego Führera. Istnieje także fotografia wykonana przez Heinricha Hoffmanna, na której Hitler ma być obecny wśród uczestników ceremonii.

Nie zachowały się dokumenty jednoznacznie potwierdzające jego formalną przynależność do komunistów lub rad, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę późniejszą antysowiecką propagandę. Wiemy jednak, że mieszkał wówczas w koszarach w Oberwiesenfeld, pełnił rolę wartownika przy dworcu głównym w Monachium i poruszał się w środowisku związanym z Republika Rad. Na tej podstawie można wysnuć wniosek, że Hitler choćby biernie służył przez pewien czas bolszewikom i tym samym Żydom, przeciwko którym później tak zaciekle występował. Pokazuje to jego niepewność, niedojrzałość polityczną i strach przed utratą jakiegokolwiek oparcia.

Z całą pewnością miał on wówczas poglądy rewolucyjne, był radykałem, ale ideologicznie chwiejny i nieukształtowany. Nie potrafił się odnaleźć. Przed wojną był zagubiony, a po jej zakończeniu wrócił niemal do punktu wyjścia, próbując odnaleźć swoje miejsce w chaotycznej, burzliwej rzeczywistości. Frustracja i nienawiść wynikały z niepowodzeń życiowych, odrzucenia społecznego, braku akceptacji. Nie zdana matura, brak zawodu, brak stałego zatrudnienia, nieprzyjęcie na studia, życie w schroniskach dla bezdomnych, bardzo nieliczni przyjaciele, nieśmiałość wobec kobiet, nędza, życie bez celu i bez planu. Jedynym momentem, kiedy czuł się społecznie użyteczny i wartościowy, był okres wojny. Przynależność do armii dawała mu poczucie uporządkowania. Po raz pierwszy stał się kimś „oficjalnie wykwalifikowanym” żołnierzem, łącznikiem. Był potrzebny, a więc ważny.

Naturalna potrzeba identyfikacji z jakąś wspólnotą, pragnienie akceptacji i poczucia wartości, wspólne wszystkim ludziom, poprowadziły Hitlera w objęcia kogokolwiek i czegokolwiek, co mogło nadać jego życiu sens. To nie jest nic niezwykłego. Niezwykłe były dopiero konsekwencje. Wraz z umacnianiem się jego pozycji konieczne stało się konsekwentne wzmacnianie wizerunku „męża opatrznościowego”, mesjasza, duchowego przywódcy, który ratuje Niemców spragnionych ojcowskiego autorytetu. To z kolei wiązało się z niemieckimi uwarunkowaniami kulturowo–społecznymi: kultem ojca, wodza, cesarza, silnego męża stanu, który jednoczy, rządzi, chroni i prowadzi.

Po abdykacji cesarza to pragnienie nie zniknęło. Wprost przeciwnie – nasiliło się. Hitler doskonale wyczuł tę potrzebę i wszedł w rolę „nowego cesarza”, „ojca narodu”. Gdy sytuacja gospodarcza się poprawiła (choćby w 1928 roku, gdy Niemcy korzystały z szerokich kredytów z USA), radykalizm nieco osłabł, co widać w wyniku wyborczym NSDAP- zaledwie 2,6%. Kiedy jednak kryzys z 1929 roku zmiotł z dnia na dzień dorobek klasy średniej, Niemcy znów zapragnęli silnego Ojca, który wszystko naprawi. Historia pokazała, jak niebezpieczne bywa uderzenie właśnie w tę warstwę społeczną.

Hitlera trafniej jest postrzegać jako przywódcę duchowego, guru sekty, niż jako intelektualistę–teoretyka. Lenin czy Mussolini byli „molami książkowymi”, pogłębiali wiedzę teoretyczną. Hitler także kochał książki, lecz nie te z zakresu teorii politycznej. W tej dziedzinie opierał się raczej na opiniach i obserwacjach. Obserwacja była dla niego ważniejsza niż lektura. Interesował się teologią, filozofią, czytał Biblię, pochłaniał pisma w rodzaju „Ostary” von Liebenfelsa i antysemickie teksty Dietricha Eckarta. Pociągała go mistyka, transcendencja, wierzył w mit Atlantydy. Kiedyś miał powiedzieć: „Jak będę chciał, usunę Kościół i zamienię Chrystusa w Parsifala!”. Wskazuje to jasno, co zajmowało go najbardziej aspekt duchowy, „religijna” strona władzy.

Sam przyznawał: „Bez przygotowania duchowego nie mogę skutecznie rządzić Niemcami”. Stąd ta orgia symboli, zalew swastyk- od biletów do teatru po sztandary na każdym rogu ulicy. Na każdym kroku próbowano zahipnotyzować masy nową parareligią. Istnieje amerykański film z 1944 roku, pokazujący dojście Hitlera do władzy w konwencji kina gangsterskiego. Naziści spotykają się w garażach przy kołyszącej się lampie, jak ludzie Ala Capone. W jednej scenie Hitler zastanawia się głośno nad tym, jaką „drogę ideową” obrać, by zdobyć popularność. Rozważane są różne opcje, ale ostatecznie wybór pada na Żydów: to oni mają stać się wygodnym celem, kozłem ofiarnym. Antysemityzm jest pokazany jako świadomy manewr polityczny, a nie dawno ukształtowane, głęboko przeżywane przekonanie.

Sugestie, że Hitler był żarliwym antysemitą jeszcze przed I wojną światową, trzeba traktować z dużą ostrożnością. W 1912 roku, gdy mieszkał w przytułku dla bezdomnych, jego kompan Hanisch wspominał, że Hitler raczej chwalił Żydów i uważał ich za ludzi, z którymi „najlepiej robi się interesy”, bo tylko oni są gotowi podejmować ryzyko. Anonimowy świadek z Brna pisał, że Hitler „czuł się bardzo dobrze z Żydami” i podkreślał ich inteligencję oraz solidarność- w przeciwieństwie do Niemców.

Także I wojna światowa nie musi być postrzegana jako moment, w którym narodził się jego antysemityzm – to mit utrwalony między innymi przez film „Hitler: The Rise of Evil”. W 16. rezerwowym bawarskim pułku piechoty walczyli Żydzi, których nikt szczególnie nie prześladował. Hitler uchodził tam za dziwaka, ale był lubiany. Należał do żartobliwej „kapeli” pułkowej, tzw. KRACH–Kapelle. EK I klasy, który otrzymał, był raczej nagrodą za wierną służbę niż za bohaterski czyn w rodzaju samodzielnego wzięcia do niewoli dziesięciu Francuzów. Co ciekawe, w samym „Mein Kampf” Hitler przyznaje, że ukształtował się jako antysemita dopiero około 1924 roku. Widząc ortodoksyjnego Żyda, zastanawiał się, czy ktoś o takim wyglądzie może być Niemcem. Twierdził, że dopiero wtedy sięgnął po pierwsze antysemickie broszury.

W skali całych Niemiec Żydzi stanowili zaledwie około 0,76% populacji (około 500 tysięcy osób). A jednak spośród ponad czterech tysięcy prawników w Berlinie aż 3200 było Żydami. Taki stan rzeczy wynikał między innymi z wcześniejszych ograniczeń zawodowych, które spychały Żydów w stronę wolnych zawodów. Mimo to w Niemczech nie odnotowano po wojnie żadnych porównywalnych z Rosją fal pogromów. Tam po rewolucji miało zginąć około 150 tysięcy Żydów. Rosja była w XIX i na początku XX wieku jednym z głównych terenów prześladowań ludności żydowskiej.

Wiele symboli rozpoznawczych III Rzeszy zostało zapożyczonych od wcześniejszych apologetów „germańskości”. Wiedeński burmistrz Karl Lueger dawał młodemu Hitlerowi wzór manipulowania tłumami i oskarżania Żydów o wszelkie zło. Georg von Schönerer, przywódca ruchu pangermańskiego, propagował tytuł Führera, pozdrowienie „Heil” oraz koncepcję „niemieckiej demokracji”, pozbawionej realnych związków z rządami większości. Guido von List widział w swastyce symbol zbawienia niemieckiego ludu. Te i inne przykłady pokazują, że Hitler nie wymyślił „niczego z niczego”, jak lubił twierdzić. Raczej zebrał i połączył istniejące już elementy niczym klient bufetu szwedzkiego, wybierając to, co najbardziej pasowało do jego wizji.

Hitler korzystał ze wszystkiego, co mogło wzmocnić jego rolę „trybuna ludowego”, barda niemieckich uczuć narodowych, piewcy ducha teutońskiego. Początkowo głosił nadejście „niemieckiego mesjasza” jak dawny prorok. Potem sam ogłosił się tym mesjaszem. Stał się mistykiem i przywódcą duchowym. Taki lider nie musi znać się na ekonomii czy administracji. Dlatego, gdy skupił w swoich rękach pełnię władzy, praktyczną stroną rządzenia się nie przejmował, przekonany, że „nudne sprawy administracyjne” same się jakoś ułożą.

Dr Otto Dietrich twierdził, że nigdy wcześniej w historii Niemiec nie panował w zarządzaniu państwem tak wielki chaos. Hitler zajmował się sferą „transcendentną” III Rzeszy, Hjalmar Schacht brał na siebie ekonomię, a Göring plan czteroletni, wzorowany w pewnych aspektach na sowieckich planach pięcioletnich. W pewnym sensie w III Rzeszy nie było spójnego systemu. Narodowy socjalizm był raczej parareligijnym spektaklem, łączącym elementy opery, klasycystycznej estetyki i narodowej mitologii. Do tego dochodził ciąg prostych rozkazów kierowanych do kompetentnych urzędników, którzy z poczucia obowiązku i szacunku do państwa starali się realizować otrzymane zadania jak najlepiej, wierząc, że budują „świetlaną przyszłość”.

Nie była to klasyczna prawica ani klasyczna lewica. To był przede wszystkim Hitler i jego wola (nieprzypadkowo tytuł słynnego filmu propagandowego brzmi „Triumf Woli”). Sama nazwa partii- NSDAP dobrze oddaje przewrotność jego myślenia. „Narodowy” i „socjalistyczny” w jednym. Prawicowiec czy lewicowiec? Po upadku Republiki nie zdjął czerwonej opaski, po prostu dodał do niej swastykę. Partia Robotnicza? Później tłumaczył, że chodziło o „wszystkich ludzi pracujących”, nie tylko robotników. Bardziej niż partią miała być „zakonem”, Orden, a zarazem formalną strukturą, która umożliwia walkę o władzę w ramach istniejącego systemu. Program partii był niejasny, ogólnikowy i prymitywny. Prawdziwym „programem” miał być sam Hitler.

Powyższe fakty, zaczerpnięte z różnych książek i artykułów, stanowią jedynie szkic niezwykle złożonej historii człowieka i ruchu, który wywarł ogromny wpływ na dzieje najnowsze. To zaledwie wstęp do dalszych, dużo głębszych analiz tej osobowości i świata, który wokół niej powstał.
NOWOŚCI WYDAWNICZE
TAJEMNICE NIEMIECKICH OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH
TWIERDZA ZROSZONA KRWIĄ
DLA PARTNERÓW
Copyright © 2006-2026 Vaterland.pl