Artykuły » Pogrom kielecki, dzień, w którym Kielce stały się miejscem zbrodni na ludności żydowskiej
4 lipca 1946 roku w Kielcach doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń powojennej historii Polski. Tłum, przy biernej lub czynnej postawie milicji, wojska i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, zamordował kilkadziesiąt osób narodowości żydowskiej. Zbrodnia ta, znana jako pogrom kielecki, stała się bezpośrednią przyczyną masowej emigracji ocalałych z Zagłady Żydów z Polski i do dziś pozostaje przedmiotem badań historycznych oraz sporów interpretacyjnych.

Po zakończeniu II wojny światowej w Polsce pozostało niewielu Żydów, którzy przeżyli Holocaust, wielu wracało też ze Związku Radzieckiego. Wśród części polskiego społeczeństwa utrzymywały się silne uprzedzenia antysemickie, w tym średniowieczny stereotyp mordu rytualnego, czyli fałszywe przekonanie, że Żydzi porywają chrześcijańskie dzieci, by wykorzystać ich krew w celach religijnych. Rozpowszechniony był również stereotyp „żydokomuny”, łączący Żydów z narzucanym Polsce systemem komunistycznym.

Pogrom kielecki nie był wydarzeniem odosobnionym. Poprzedziły go inne akty przemocy wobec ocalałych Żydów, między innymi zabójstwa w pociągach, na drogach i w mieszkaniach, a także pogrom w Krakowie w sierpniu 1945 roku. Napięcia narastały też w kontekście sfałszowanego przez władze komunistyczne referendum ludowego, które odbyło się 30 czerwca 1946 roku, kilka dni przed wydarzeniami w Kielcach.

Bezpośrednim impulsem do pogromu była sprawa ośmioletniego Henryka Błaszczyka. Chłopiec zaginął wieczorem 1 lipca 1946 roku, a jego ojciec, szewc Walenty Błaszczyk, zgłosił zaginięcie na posterunku Milicji Obywatelskiej. 3 lipca Henryk wrócił do domu, okazało się, że przebywał u krewnych około 20 kilometrów od Kielc. Chłopiec, prawdopodobnie ukarany za samowolne oddalenie się z domu, opowiedział ojcu nieprawdziwą historię, jakoby był przetrzymywany w piwnicy budynku przy ulicy Planty 7 w Kielcach.

Pod tym adresem mieściła się siedziba miejscowego Komitetu Żydowskiego oraz schronienie dla Żydów przejeżdżających przez miasto lub w nim się osiedlających. Wieczorem 3 lipca Walenty Błaszczyk zgłosił się z synem na posterunek milicji, wskazując Żydów jako sprawców rzekomego uwięzienia dziecka. Rankiem 4 lipca komendant milicji wysłał na miejsce patrol, w towarzystwie Henryka i jego ojca. Na miejscu okazało się, że kamienica nie ma piwnicy, w której chłopiec miałby być przetrzymywany. Plotka o rzekomym porwaniu zdążyła jednak dotrzeć do mieszkańców okolicy, a przed budynkiem zaczął gromadzić się tłum.

Przebieg wydarzeń z 4 lipca 1946 roku nie został do dziś w pełni wyjaśniony w każdym szczególe, jednak podstawowy przebieg jest znany. Rano pod budynkiem przy Planty 7 zebrał się wzburzony tłum, do którego dołączyli żołnierze, milicjanci oraz funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Zamiast rozproszyć zgromadzonych i chronić mieszkańców budynku, część sił porządkowych i wojska włączyła się w atak lub biernie mu się przyglądała.

Żydowscy mieszkańcy budynku i schroniska byli bici, wielu zastrzelono lub zabito przy użyciu bagnetów i tępych narzędzi. Dwie kobiety wyrzucono przez okna, a następnie dobito na ulicy. Fala przemocy rozlała się na inne części miasta, w tym na okolice dworca kolejowego, gdzie atakowano Żydów znajdujących się w pociągach oraz na peronach. Tego samego dnia, choć w okolicznościach niezwiązanych bezpośrednio z wydarzeniami przy Planty, zamordowana została również Regina Fisz wraz z kilkutygodniowym dzieckiem, w tym przypadku zbrodnia miała podłoże rabunkowe.

Historyk IPN, dr Ryszard Śmietanka-Kruszelnicki, zwrócił uwagę, że siły porządkowe stacjonujące w Kielcach dysponowały wystarczającymi środkami, by przerwać zajścia znacznie wcześniej, najpóźniej koło godziny jedenastej. Zamiast tego ich zachowanie miało charakter biernej, trudnej do wytłumaczenia bezradności, a w ocenie części badaczy nosiło znamiona prowokacji.

Ze względu na niekompletność dokumentacji z tamtego okresu dokładna liczba ofiar pogromu nie jest możliwa do jednoznacznego ustalenia. Instytut Pamięci Narodowej w wyniku swojego śledztwa ustalił, że w pogromie zginęło 40 osób, w tym 37 Żydów i 3 Polaków, a 35 osób zostało rannych. Do tej liczby nie wliczono Reginy Fisz i jej dziecka ani osób zabitych w pociągach i na dworcu, których dokładna liczba pozostaje nieznana. Historyczka Joanna Tokarska-Bakir wskazuje, że liczba ofiar śmiertelnych mogła sięgać 40 do 42 osób.

Zbiorowy pogrzeb ofiar odbył się 8 lipca 1946 roku na cmentarzu żydowskim w Kielcach i przybrał charakter publicznej manifestacji. Władze komunistyczne niemal natychmiast po pogromie oskarżyły o jego wywołanie polskie podziemie niepodległościowe oraz szerzej rozumianą „reakcję”, w tym Polskie Stronnictwo Ludowe i duchowieństwo katolickie. Teza ta była podtrzymywana w oficjalnej propagandzie przez wiele tygodni.

W następstwie pogromu władze postawiły przed sądem 49 osób w jedenastu procesach karnych. Wśród oskarżonych znaleźli się zarówno cywile, jak i wojskowi, milicjanci oraz kierownik kieleckiego Urzędu Bezpieczeństwa. Zapadło kilka wyroków śmierci, które zostały wykonane. Procesy te były jednak w dużej mierze podporządkowane bieżącym racjom politycznym władz komunistycznych, wielokrotnie naruszano w nich prawo i stosowano przemoc wobec oskarżonych.

Wokół genezy pogromu kieleckiego od dekad toczy się debata historyczna. Jedna hipoteza zakłada, że doszło do niego w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności i głęboko zakorzenionych uprzedzeń antysemickich, bez wcześniejszego planu. Druga wskazuje na możliwą prowokację komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, mającą odwrócić uwagę od sfałszowanego referendum ludowego i skompromitować opozycję. Trzecia sugeruje możliwy udział radzieckich służb specjalnych. Żadna z tych hipotez nie została potwierdzona ponad wszelką wątpliwość.

Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej prowadził śledztwo w sprawie pogromu przez 13 lat. Zostało ono umorzone 21 października 2004 roku. W toku śledztwa przesłuchano około 170 świadków, jednak zebrane dowody nie pozwoliły na postawienie zarzutów konkretnym osobom za konkretne czyny. W postanowieniu o umorzeniu stwierdzono, że wydarzenia kieleckie miały charakter spontaniczny i były wynikiem nieszczęśliwego zbiegu kilku okoliczności natury historycznej i współczesnej.

Pogrom kielecki wywołał największą falę emigracji żydowskiej z Polski po II wojnie światowej. Wiadomość o pogromie rozeszła się po innych regionach kraju, pogłębiając poczucie zagrożenia wśród ocalałych z Holocaustu. W efekcie w krótkim czasie po lipcu 1946 roku Polskę opuściły dziesiątki tysięcy osób.

Przez ponad 40 lat po pogromie wydarzenie to nie było w żaden sposób oficjalnie upamiętnione w samych Kielcach. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po 1989 roku. Obecnie rocznica pogromu jest w Kielcach corocznie upamiętniana, między innymi przez uroczystości z udziałem IPN oraz przedstawicieli władz.
NOWOŚCI WYDAWNICZE
Tajemnice sojuszników Hitlera
MEDYCZNE ZBRODNIE NAZISTÓW
DLA PARTNERÓW
Copyright © 2006-2026 Vaterland.pl