Artykuły » Japonia najdalszy sojusznik III Rzeszy na Pacyfiku
Cesarstwo Japonii po I wojnie światowej znalazło się w gronie państw zwycięskich. Zyskało jednak stosunkowo skromne nabytki terytorialne, głównie dawne kolonie niemieckie na Pacyfiku oraz wpływy w chińskiej prowincji Szantung. Rozczarowanie tym bilansem, połączone z narastającym kryzysem gospodarczym końca lat dwudziestych, pchnęło japońskie elity w stronę radykalizmu. Sytuację pogarsniała niestabilność polityczna w samym kraju, częste wybory parlamentarne, kryzysy rządowe i głośne zamachy na czołowych polityków. W takich warunkach coraz większą rolę zaczęli odgrywać zawodowi wojskowi, którzy nie tylko wpływali na rząd z zewnątrz, lecz coraz liczniej zasiadali w parlamencie. W armii i marynarce umacniało się tak zwane Stronnictwo Jastrzębi, grupa oficerów domagających się twardej polityki i ekspansji zbrojnej w Azji.

Od połowy lat trzydziestych Japonia stopniowo zbliżała się do III Rzeszy. W 1936 roku przystąpiła do paktu antykominternowskiego, formalnie wymierzonego w komunizm i Związek Radziecki. Z czasem współpraca przerodziła się w sojusz polityczno militarny, potwierdzony później paktem trzech. Uzgodniono między innymi współdziałanie flot oraz możliwość korzystania z portów na okupowanych terytoriach. Coraz wyraźniej widać było, że Tokio przygotowuje się do otwartej ekspansji.

Pierwszym i najważniejszym kierunkiem tej ekspansji były Chiny. Państwo to było ogromne, liczyło kilkaset milionów mieszkańców, ale pozostawało słabe politycznie, militarnie i gospodarczo. Armia była rozbita na dziesiątki formacji podległych lokalnym dowódcom, część regionów kontrolowały prywatne armie wojskowych watażków. Żołnierzom nierzadko nie wypłacano żołdu, co prowadziło do buntów i licznych powstań ludowych. Równocześnie trwał konflikt polityczny między komunistami a siłami liberalno nacjonalistycznymi skupionymi wokół Kuomintangu.

W takiej sytuacji Tokio uznało, że ryzyko wojny jest opłacalne. Już w 1931 roku armia japońska zajęła Mandżurię, bogaty w surowce region na północnym wschodzie Chin. Na zajętych terenach utworzono marionetkowe państwo Mandżukuo, które miało być formalnie „niepodległym cesarstwem” i sojusznikiem Japonii. Na tron sprowadzono byłego cesarza Chin, Pu Yi. Obiecywano mu stopniowe przywrócenie panowania nad całymi Chinami, w rzeczywistości jednak władza Pu Yi była czysto symboliczna, wszystkie decyzje polityczne, wojskowe i gospodarcze podejmowali japońscy doradcy. Armia Mandżukuo nadawała się w praktyce tylko do zadań policyjnych, prawdziwą siłę stanowiła stacjonująca tam Armia Kwantuńska, jedna z najlepiej wyposażonych formacji cesarstwa.

W 1937 roku, podczas manewrów w rejonie mostu Marco Polo niedaleko Pekinu, doszło do incydentu związanego z rzekomym zniknięciem jednego z japońskich żołnierzy. Choć odnalazł się po kilku godzinach, dowództwo potraktowało sytuację jako dogodny pretekst do rozpoczęcia działań zbrojnych. Wybuchły walki, które szybko przerodziły się w pełnoskalową wojnę japońsko chińską, formalnie przez dłuższy czas bez wypowiedzenia wojny.

Początkowo wojska cesarskie odnosiły ogromne sukcesy. Japońskie dywizje, wspierane przez dobrze zorganizowaną marynarkę i lotnictwo, parły w głąb Chin. W krótkim czasie padły tak ważne miasta jak Pekin, Szanghaj i Nankin. Bitwa o Szanghaj, jedna z najkrwawszych w początkowej fazie wojny, pochłonęła setki tysięcy ofiar po obu stronach, nie licząc zabitych cywilów. W zajętych miastach armia japońska dopuszczała się masowych zbrodni na ludności cywilnej. W Nankinie doszło do masakry, w której zginęły dziesiątki, a być może setki tysięcy ludzi.

Brutalne metody okupacji wspierała tajna policja wojskowa Kempeitai. Była to formacja, którą można porównać do połączenia gestapo i sowieckiego NKWD, dysponująca rozbudowaną siecią informatorów, szerokimi uprawnieniami i wyjątkową brutalnością. Osoby zatrzymane przez Kempeitai nie mogły liczyć na litość. Tortury, egzekucje bez wyroku i publiczne wystawianie okaleczonych ciał „ku przestrodze” należały do codziennych praktyk. Strach przed tą organizacją paraliżował wszelki opór na okupowanych terenach.

Kolejnym etapem ekspansji było wejście wojsk japońskich do Indochin Francuskich. W 1940 roku władze w Vichy, zależne od Niemiec, wyraziły zgodę na stacjonowanie oddziałów japońskich i korzystanie z baz na tym obszarze. W praktyce pozwoliło to Japonii stopniowo przejąć kontrolę nad strategicznymi portami i liniami kolejowymi, co ostatecznie doprowadziło do faktycznej okupacji Indochin. W krótkim czasie cios spadł także na posiadłości Holandii w rejonie dzisiejszej Indonezji, bogate w ropę i inne surowce.

Agresywna polityka Japonii zaczęła niepokoić Stany Zjednoczone. Amerykańska opinia publiczna była poruszona doniesieniami z Chin, a w czasie bombardowań ginęli także obywatele USA. Po serii incydentów i protestów dyplomatycznych Waszyngton zdecydował się na wprowadzenie coraz ostrzejszych sankcji gospodarczych. Kluczowa była decyzja o wstrzymaniu dostaw ropy naftowej, stali i innych strategicznych surowców do Japonii. Dla kraju niemal całkowicie zależnego od importu była to groźba katastrofy gospodarczej i militarnej.

W sztabach w Tokio wybuchła gwałtowna dyskusja. Część polityków i dyplomatów opowiadała się za ustępstwami wobec USA, aby uniknąć wojny. Z kolei wielu wojskowych uważało, że tylko szybkie, zaskakujące uderzenie na amerykańskie siły może zmusić Waszyngton do negocjacji i zniesienia embarga. Admirał Isoroku Yamamoto, dowódca floty, ostrzegał, że Japonia nie ma szans w długotrwałej wojnie przemysłowej z USA, ale jeśli do niej dojdzie, jedynym wyjściem jest zadanie przeciwnikowi tak silnego ciosu na początku, by zniechęcić go do dalszej walki. Szacunki sztabowe mówiły, że przy braku ropy zapasy wystarczą na kilka, najwyżej kilkanaście miesięcy intensywnych działań. Czas działał więc wyraźnie na niekorzyść Tokio.

Jako cel pierwszego uderzenia wybrano bazę amerykańskiej floty Pacyfiku w Pearl Harbor na Hawajach. Plan ataku, opracowany w najdrobniejszych szczegółach, zakładał zniszczenie jak największej liczby pancerników i samolotów na lotniskach, nim Amerykanie zdążą odpowiedzieć. 7 grudnia 1941 roku lotnictwo pokładowe japońskiej floty uderzyło o świcie. Zaskoczenie było pełne, USA poniosły ciężkie straty w ludziach i sprzęcie, choć część kluczowych jednostek, jak lotniskowce, nie była wtedy w porcie i ocalała.

W krótkim czasie Japonia wypowiedziała wojnę Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii, a niedługo później USA znalazły się także w stanie wojny z III Rzeszą. Admirał Yamamoto miał wypowiedzieć gorzkie zdanie, że obawia się, iż atak na Pearl Harbor „obudził śpiącego giganta i napełnił go straszną wolą”. Wiedział, że sukces pierwszego dnia może okazać się początkiem klęski w dłuższej perspektywie.

Przez następne półtora roku Japonia odnosiła jednak kolejne zwycięstwa. Wojska cesarskie zajęły w błyskawicznym tempie Półwysep Malajski, a następnie brytyjski Singapur, uważany wcześniej za twierdzę nie do zdobycia. Brytyjskie plany obrony zakładały, że główne zagrożenie nadejdzie od morza, tymczasem Japończycy uderzyli przez gęstą dżunglę, posuwając się z użyciem prostych środków transportu, jak muły czy rowery. W lutym 1942 roku obrońcy Singapuru pozbawieni dostępu do wody pitnej i zapasów, przy wysokich temperaturach i przewadze wroga, zostali zmuszeni do kapitulacji. Ponad osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy trafiło do niewoli, która szybko okazała się niezwykle brutalna.

Warunki w obozach jenieckich były skrajnie ciężkie. Więźniów wykorzystywano do niewolniczej pracy przy budowie dróg i linii kolejowych, między innymi słynnej Kolei Birmańskiej. Brak jedzenia, choroby tropikalne, bicie i egzekucje były codziennością. Próby ucieczki kończyły się zazwyczaj śmiercią, często poprzedzoną torturami. Film „Most na rzece Kwai” jest inspirowany właśnie tym fragmentem historii i choć nie oddaje wszystkich szczegółów, dobrze pokazuje bezwzględność japońskiej machiny wojennej wobec jeńców.

Japończycy poszli za ciosem i w krótkim czasie zajęli Filipiny, Holenderskie Indie Wschodnie, a ich wojska wkroczyły do Birmy i na pogranicze Indii. Tam jednak napotkały zdecydowany opór. Brytyjczycy, wspierani przez oddziały kolonialne i lokalne formacje, zdołali zatrzymać ofensywę, a następnie przejść do kontrataku. Specjalne jednostki komandosów i formacje długodystansowe działające na tyłach, jak oddziały dowodzone przez Charlesa Orde Wingate’a, nękały japońskie garnizony i linie zaopatrzeniowe w dżungli.

Na Pacyfiku kluczowy przełom przyniosły wielkie bitwy powietrzno morskie. W czerwcu 1942 roku, w bitwie pod Midway, amerykańska marynarka zadała japońskiej flocie ciężką klęskę, zatapiając kilka lotniskowców. Od tego momentu inicjatywa strategiczna stopniowo przechodziła w ręce USA. Rok później w zestrzelonym samolocie zginął admirał Yamamoto, co miało także ogromne znaczenie psychologiczne.

Amerykanie zaczęli stosować taktykę tak zwanego „wyspowego skakania”. Zamiast szturmować każdą silnie bronioną wyspę, wybierali strategiczne punkty, zdobywali je i tworzyli na nich lotniska oraz bazy. Ominięte garnizony japońskie pozostawiano odcięte, skazane na powolne wyczerpanie z powodu braku zaopatrzenia. Japonia natomiast próbowała bronić niemal każdego skrawka ziemi, co prowadziło do ogromnych strat.

Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów tej determinacji była bitwa o Tarawę. Na niewielkiej wyspie broniło się kilka tysięcy Japończyków, uzbrojonych w bunkry i umocnienia. Gdy walki ustały, do niewoli trafiło zaledwie kilkunastu żołnierzy, reszta zginęła w boju lub popełniła samobójstwo, nie chcąc się poddać. Podobny los czekał wielu obrońców innych wysp, na przykład Saipanu czy Iwo Jimy.

W tym czasie w Japonii ugruntowała się idea skrajnej ofiary dla cesarza. Na większą skalę zaczęto tworzyć jednostki pilotów samobójców kamikaze. Ich zadaniem było kierowanie naładowanych bombami samolotów w pokłady okrętów alianckich. Hasło, którym ich karmiono, brzmiało prosto, pewne trafienie, pewna śmierć. Szkolenie ograniczano do minimum, nacisk położono na fanatyczne oddanie i gotowość do poświęcenia życia.

W miarę jak wyspy Pacyfiku przechodziły w ręce aliantów, pojawiła się możliwość prowadzenia nalotów bezpośrednio na japońskie miasta. Amerykańskie lotnictwo strategiczne, wyposażone w nowoczesne bombowce B 29, rozpoczęło serię nalotów dywanowych. Operacjami dowodził generał Curtis E. LeMay, znany z bezwzględnego podejścia. Początkowo ataki nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, ale zmiana taktyki na bombardowania z niskiego pułapu przy użyciu bomb zapalających okazała się zabójcza.

Drewniana zabudowa japońskich miast sprawiała, że wybuchały w nich ogromne pożary. Tokio, Jokohama, Kobe i wiele innych ośrodków zostało w znacznym stopniu zniszczonych, całe dzielnice zamieniały się w morze ognia. Równocześnie alianckie minowanie podejść do portów sparaliżowało większość morskiego handlu Japonii. Przemysł pozbawiony dostaw z Korei i Chin stopniowo przestawał funkcjonować, a zapasy ropy wyczerpywały się do krytycznego poziomu. Próby ratowania sytuacji poprzez produkcję benzyny syntetycznej były niewystarczające, brakowało bowiem dużych zakładów, a te, które istniały, padały ofiarą bombardowań.

Mimo to walki o kolejne wyspy trwały z niezmienną zaciekłością. Bitwa o Okinawę była jednym z najkrwawszych starć wojny na Pacyfiku. Z dziesiątek tysięcy japońskich obrońców do niewoli trafił tylko niewielki ułamek. Wielu oficerów popełniało samobójstwo w podziemnych schronach, aby nie dostać się w ręce wroga. Perspektywa inwazji na główne wyspy Japonii przerażała zarówno aliantów, jak i samo dowództwo japońskie.

Plany alianckie zakładały użycie kilku milionów żołnierzy w pierwszej fazie inwazji. Tokio odpowiadało przygotowaniami do powszechnej mobilizacji. Do obrony zamierzano powołać nie tylko regularne oddziały, lecz także mężczyzn i kobiety od nastoletnich chłopców i dziewcząt po osoby w wieku kilkudziesięciu lat. Braki w nowoczesnej broni miały być zastąpione przez uzbrojenie improwizowane, granaty, karabiny z magazynów, a nawet broń białą. Dzieci planowano wykorzystywać jako żywe zapory przeciw czołgom.

W obawie przed gigantycznymi stratami wśród własnych żołnierzy Stany Zjednoczone zdecydowały się użyć nowej, dotąd tajnej broni, bomby atomowej. 6 sierpnia 1945 roku bombowiec B 29 zrzucił pierwszą bombę na Hiroszimę, a trzy dni później druga bomba spadła na Nagasaki. Zniszczenia i ofiary były porównywalne z największymi nalotami dywanowymi, ale tym razem spowodował je pojedynczy samolot z jedną bombą. Szok wywołany nową bronią był ogromny.

Tego samego okresu Związek Radziecki, dotąd nie prowadzący bezpośrednich działań zbrojnych przeciw Japonii, wypowiedział cesarstwu wojnę i rozpoczął ofensywę w Mandżurii. Armie radzieckie szybko rozbiły wojska Armii Kwantuńskiej, zajęły Mandżukuo i północną część Korei, biorąc do niewoli między innymi Pu Yi.

W Tokio, w pałacu cesarskim, odbyła się narada najwyższego dowództwa. Przedstawione raporty militarne i gospodarcze były przytłaczające. Kiedy cesarz Hirohito zapytał, czy istnieje jakakolwiek realna możliwość obrony przed kolejnymi atakami atomowymi, odpowiedź brzmiała w istocie, że jedyną szansą byłoby zestrzelenie każdego samolotu nadlatującego nad Japonię, na co kraj nie miał już sił. Cesarz zdecydował się zaakceptować warunki kapitulacji.

Część oficerów nie mogła pogodzić się z tą decyzją i próbowała przeprowadzić pucz, aby uniemożliwić ogłoszenie kapitulacji. Spisek jednak się załamał. Gwardia cesarska i służby bezpieczeństwa zdołały go stłumić, a przywódcy zamachu popełnili samobójstwo, wybierając śmierć zgodną z kodeksem bushido zamiast życia w hańbie. Niektórzy piloci kamikaze, gdy usłyszeli o ostatecznym poddaniu się, wzbijali się w powietrze tylko po to, by rozbić się w morzu, nie chcąc wracać do cywilnej egzystencji.

2 września 1945 roku na pokładzie amerykańskiego pancernika „Missouri” w Zatoce Tokijskiej przedstawiciele Japonii podpisali akt kapitulacji. Wojna na Pacyfiku dobiegła końca. Rozpoczął się długi okres okupacji i odbudowy, a także procesów przeciwko głównym sprawcom zbrodni wojennych. Dla Dalekiego Wschodu powołano Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu, który osądził wielu polityków i dowódców japońskich.

Były cesarz Mandżukuo, Pu Yi, dostał się do niewoli radzieckiej, a następnie został przekazany władzom chińskim. Zamiast natychmiastowej egzekucji przeszedł wieloletnią „reedukację” w więzieniu i obozie pracy. Po jej zakończeniu pozwolono mu prowadzić skromne życie, pracował między innymi jako ogrodnik i bibliotekarz. Komunistyczne władze Chin przedstawiały tę historię jako dowód, że potrafią „wybaczyć” dawnym symbolom starego świata, choć był to także zabieg propagandowy skierowany do opinii zagranicznej.

Cesarz Japonii Hirohito nie stanął przed sądem. Zaczynała się zimna wojna, a Stany Zjednoczone potrzebowały w Azji silnego sojusznika przeciw Związkowi Radzieckiemu i komunizmowi. Zachowanie cesarza na tronie, choć w nowej, czysto symbolicznej roli, miało ułatwić stabilizację kraju i uspokoić społeczeństwo. Równocześnie do Japonii popłynęły ogromne środki na odbudowę gospodarki. W ciągu kilkunastu lat kraj ten stał się jednym z głównych ośrodków przemysłowych świata. Hirohito nigdy nie poniósł osobistej odpowiedzialności karnej za wydarzenia z lat 1931–1945, zmarł w 1989 roku, pół wieku po wybuchu II wojny światowej w Europie.

W ostatnich dziesięcioleciach coraz częściej pojawiają się głosy, że Japonia ponownie wzmacnia swoje siły zbrojne. Wzrost wydatków na obronę, zmiany w interpretacji pacyfistycznej konstytucji oraz napięcia w regionie Azji Wschodniej sprawiają, że pytanie o przyszłą drogę tego kraju powraca. Historia pokazuje jednak, jak dramatyczne mogą być skutki, gdy polityka, nacjonalizm i wojskowy radykalizm przejmą pełną kontrolę nad państwem.
NOWOŚCI WYDAWNICZE
TAJEMNICE NIEMIECKICH OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH
TWIERDZA ZROSZONA KRWIĄ
DLA PARTNERÓW
Copyright © 2006-2026 Vaterland.pl