Artykuły » Igo Sym od gwiazdy kina do symbolu kolaboracji
Państwa totalitarne, gdy zajmują i anektują jakieś terytorium, potrzebują ludzi, których zadaniem i sposobem na życie staje się donoszenie na innych oraz kontrolowanie nastrojów w okupowanym społeczeństwie. Tak samo było w przypadku III Rzeszy. Z chwilą zajęcia ziem polskich pojawiły się jeszcze większe możliwości, jeśli chodzi o kolaborację. W międzywojennej Polsce mieszkało co najmniej 700 tysięcy osób pochodzenia niemieckiego. Przedstawiciele mniejszości niemieckiej zasiadali w polskim sejmie, mieli własne stowarzyszenia, prasę, szkoły, a także silne środowisko artystyczne. Wśród ludzi kultury pochodzenia niemieckiego był między innymi Igo Sym. Przez matkę był Niemcem, z zawodu aktorem filmowym i teatralnym epoki kina niemego oraz wczesnych filmów dźwiękowych. Kres jego kariery położyła wada wymowy, która uniemożliwiała mu pełne zaistnienie w kinie dźwiękowym.

Wrócił do Polski w połowie lat trzydziestych, prawdopodobnie już wtedy współpracował z wywiadem niemieckim. We wrześniu 1939 roku brał udział w obronie Warszawy, co na pierwszy rzut oka mogło świadczyć o jego lojalności. Za tą patriotyczną maską krył się jednak człowiek słaby, żądny tytułów i zaszczytów. Ledwie kilka tygodni po kapitulacji miasta zaczęto widywać go w mundurze niemieckim. Przyjął obywatelstwo niemieckie, a dzięki kontaktom z Ludwigiem Fischerem, gubernatorem dystryktu warszawskiego, szybko zrobił karierę. Został doradcą gubernatora do spraw artystycznych, a później dyrektorem Teatru Wielkiego w Warszawie pod zarządem niemieckim. Stał się w ten sposób człowiekiem wpływowym i majętnym.

Sym nie zerwał kontaktu z polskimi artystami, przeciwnie, proponował im występy w teatrach i lokalach działających za zgodą władz okupacyjnych. Szacuje się, że ponad dwieście osób mogło dzięki temu przetrwać najtrudniejszy okres wojny, choć powojenne opinie o ich postawie były bardzo podzielone. W tym gronie znalazł się między innymi Adolf Dymsza, który wojnę przeżył, lecz w latach pięćdziesiątych został niejako „zesłany” do Łodzi, a jego nazwisko przez pewien czas ukrywano w prasie pod gwiazdkami.

Igo Sym poszedł jednak znacznie dalej niż wielu innych. Zaangażował się w realizację propagandowego, antypolskiego filmu „Heimkehr” („Powrót”), który przedstawiał rzekome prześladowania ludności niemieckiej w Polsce przed 1939 rokiem. Dla Związku Walki Zbrojnej, poprzedniczki Armii Krajowej, było to już zbyt wiele. W jednym z konspiracyjnych biuletynów informacyjnych przy nazwisku Syma pojawiło się słowo „kanalia”, a wkrótce zapadła decyzja o fizycznej likwidacji aktora–kolaboranta.

Los bywa przewrotny: brat Igo Syma, Alfred, walczył w kampanii wrześniowej w szeregach Wojska Polskiego, a po wyjściu z oflagu natychmiast związał się z polskim podziemiem, dla którego przez całą okupację produkował materiały wybuchowe. Tymczasem na Igo Syma zapadł wyrok śmierci, według wielu źródeł zatwierdzony osobiście przez generała Stefana Grota-Roweckiego, komendanta ZWZ. 7 marca 1941 roku Igo Sym został zastrzelony w swoim mieszkaniu w Warszawie przez żołnierzy podziemia.

Niemcy urządzili z jego pogrzebu demonstrację propagandową, zamykając na czas uroczystości kina i teatry, a w odwecie przeprowadzili aresztowania i egzekucje. Tak gwałtowne represje po zabiciu jednego człowieka pokazują, jak dużą wagę przywiązywali do osób z pozoru „tylko” artystów, którzy w rzeczywistości byli ważnymi narzędziami propagandy w rękach okupanta. Podobna skala odwetu zdarzyła się w Generalnym Gubernatorstwie jeszcze tylko dwukrotnie: po zamachu na Franza Kutscherę, szefa policji i SS dystryktu warszawskiego, oraz po klęsce wojsk niemieckich pod Stalingradem, gdy aparat terroru szczególnie się zaostrzył.

Rodzina Syma do dziś unika przyznawania się do pokrewieństwa z aktorem–kolaborantem. Trzeba jednak jasno stwierdzić, że Igo Sym nie był na ziemiach polskich jedynym przypadkiem współpracy z okupantem. Według niektórych szacunków na różne formy kolaboracji w okupowanej Polsce zdecydowało się nawet do dwóch milionów ludzi, choć zakres i motywy tej współpracy bywały bardzo różne. Część kierowała się chciwością, pragnieniem kariery i władzy, inni próbowali w ten sposób ratować siebie i swoje rodziny przed głodem lub wywózką. Kolaboranci byli narzędziami w rękach III Rzeszy, ale ocena ich postaw wymaga zawsze uwzględnienia konkretnego kontekstu, presji, strachu i pokus, z jakimi przyszło im się mierzyć w realiach okupacji.

Igo Sym


Zdjęcie:
Public Domain, Wikimedia Commons
NOWOŚCI WYDAWNICZE
TAJEMNICE NIEMIECKICH OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH
TWIERDZA ZROSZONA KRWIĄ
DLA PARTNERÓW
Copyright © 2006-2026 Vaterland.pl