Artykuły »
Heinrich Hoffmann, człowiek który wymyślił wizerunek Hitlera
Był tylko fotografem. A jednak żaden inny człowiek, może z wyjątkiem samego Goebbelsa, nie miał tak dużego wpływu na to, jak świat zapamiętał Adolfa Hitlera. Przez dwadzieścia lat to on decydował, jaką twarz pokaże Niemcom i światu człowiek, który doprowadził do największej katastrofy w historii Europy. Dziś opowiem wam jego historię, bo to opowieść równie fascynująca, co niepokojąca.
Heinrich Hoffmann urodził się 12 września 1885 roku w Fürth w Bawarii, w rodzinie z długą tradycją fotograficzną. Jego ojciec prowadził studio fotograficzne w Monachium, a mały Heinrich od dziecka kręcił się po warsztacie, ucząc się rzemiosła praktycznie od podstaw. Po ukończeniu szkoły pracował w rodzinnym zakładzie, a następnie wyjechał doskonalić umiejętności do innych niemieckich miast oraz do Londynu, gdzie uczył się od uznanych fotografów swojej epoki. Po powrocie do Monachium otworzył własne atelier, zdobywając lokalną reputację zarówno jako portrecista, jak i kronikarz bieżących wydarzeń.
Podczas pierwszej wojny światowej Hoffmann służył jako fotograf w armii bawarskiej, dokumentując życie na froncie. Ta praca ukształtowała jego warsztat dokumentalny i przygotowała go, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedział, do roli, którą miał odegrać w kolejnych dekadach. Po wojnie, w 1919 roku, opublikował swój pierwszy album fotograficzny poświęcony rewolucji w Bawarii, co pokazuje, że interesował się polityką na długo zanim spotkał człowieka, który miał odmienić jego życie.
Z Adolfem Hitlerem poznał się właśnie w 1919 roku, gdy ten był jeszcze mało znanym agitatorem politycznym w Monachium. Rok później Hoffmann wstąpił do NSDAP i szybko związał się z Hitlerem bliską, niemal bezwarunkową przyjaźnią. Historycy opisywali jego lojalność wobec Führera jako niemal psią. Hoffmann zaczął fotografować wydarzenia partyjne już od 1923 roku, a wkrótce potem także samego Hitlera podczas wieców i spotkań. Fotografował go nawet podczas procesu o zdradę stanu po nieudanym puczu monachijskim w listopadzie 1923 roku.
Po wyjściu Hitlera z więzienia w Landsbergu w 1924 roku Hoffmann otrzymał coś wyjątkowego. Wyłączne prawo do fotografowania Führera. Żaden inny fotograf nie mógł zbliżyć się do Hitlera bez jego zgody. Gdy Hitler odrzucał jakąś odbitkę, Hoffmann wiedział, że nigdy nie trafi ona do druku. Ten mechanizm kontroli był absolutny i konsekwentny przez cały okres istnienia Trzeciej Rzeszy.
Jedna z najbardziej znanych, choć wciąż dyskutowanych przez historyków historii dotyczy zdjęcia z sierpnia 1914 roku, przedstawiającego tłum na monachijskim Odeonsplatz, entuzjastycznie witający wybuch pierwszej wojny światowej. Hoffmann miał odnaleźć w tym tłumie młodego Hitlera i uczynić z tego zdjęcia dowód jego wczesnego, żarliwego patriotyzmu. Fotografia ta stała się jednym z filarów propagandowej biografii wodza, niezależnie od tego, ile w tej historii było prawdy, a ile wyreżyserowanej legendy.
Przez kolejne dwie dekady Hoffmann wykonał ponad dwa miliony zdjęć Hitlera. Fotografował go dosłownie wszędzie, podczas wieców partyjnych, w prywatnych rezydencjach na Obersalzbergu, w trakcie podróży służbowych, przy stole, w otoczeniu współpracowników, a nawet podczas prywatnych chwil relaksu. To on decydował, które ujęcia pokażą się światu, a które zostaną odrzucone, ponieważ Hitler nie akceptował zdjęć przedstawiających go w okularach czy w niekorzystnych, mało dostojnych pozach. Znany jest przypadek serii zdjęć, na których Hitler ćwiczył przed lustrem gesty i mimikę do przemówień. Sam Führer nakazał ich zniszczenie, uznając, że odbierają mu aurę naturalnego, spontanicznego przywódcy. W ten sposób Hoffmann współtworzył mit silnego, charyzmatycznego wodza, całkowicie oderwany od codziennej rzeczywistości.
Hoffmann nie ograniczał się wyłącznie do robienia zdjęć. Był także wydawcą i przedsiębiorcą na dużą skalę. Jego wydawnictwo publikowało kolejne albumy propagandowe, między innymi "Hitler wie ihn keiner kennt", czyli "Hitler, jakiego nikt nie zna", wydany w 1932 roku, prezentujący wodza w domowym, przystępnym świetle, jako miłośnika psów, dzieci i przyrody. Tego rodzaju publikacje miały jeden cel, uczłowieczyć polityka i zbudować emocjonalną więź między nim a zwykłymi Niemcami. Firma Hoffmanna, znana jako Photohaus Hoffmann, rozrosła się do rangi prawdziwego koncernu, z oddziałami w Berlinie, Wiedniu, Frankfurcie nad Menem, Paryżu oraz w Hadze.
Ta bliskość z Hitlerem przynosiła Hoffmannowi ogromne korzyści finansowe. Otrzymywał tantiemy za każde komercyjne wykorzystanie wizerunku Führera, w tym za jego umieszczanie na znaczkach pocztowych, co przy milionowych nakładach oznaczało prawdziwą fortunę. Z niezamożnego fotografa z Bawarii stał się milionerem. W 1933 roku został posłem do Reichstagu, a w 1938 roku Hitler osobiście nadał mu honorowy tytuł profesora, mimo że Hoffmann nigdy nie ukończył żadnych formalnych studiów wyższych.
Wpływy Hoffmanna sięgały daleko poza fotografię i wydawnictwo. Jako uznany kolekcjoner i handlarz sztuki brał aktywny udział w procederze przejmowania dzieł sztuki należących do żydowskich właścicieli. Po wojnie alianccy śledczy do spraw grabieży dzieł sztuki uznali go za jednego z głównych sprawców tego procederu, a jego prywatna kolekcja, licząca setki obrazów, została skonfiskowana.
Warto wspomnieć jeszcze jeden szczegół, który odmienił bieg historii. To właśnie w atelier Hoffmanna, jako jego asystentka, pracowała młoda kobieta o imieniu Eva Braun. W październiku 1929 roku Hoffmann przedstawił ją Hitlerowi. Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że ta znajomość przetrwa aż do wspólnej śmierci obojga w berlińskim bunkrze w kwietniu 1945 roku. Hoffmann odegrał więc, poniekąd przypadkiem, rolę swata w jednej z najbardziej mrocznych relacji dwudziestego wieku.
Prywatne życie Hoffmanna również splatało się z najwyższymi kręgami reżimu. Jego córka, Henriette, wyszła za mąż za Baldura von Schiracha, przywódcę Hitlerjugend, a później gauleitera Wiednia. Rodzina Hoffmanna była więc głęboko wrośnięta w strukturę władzy nazistowskich Niemiec, nie tylko zawodowo, ale i towarzysko.
Pozycja Hoffmanna w otoczeniu Hitlera nie była jednak wieczna. Po 1941 roku zaczął stopniowo tracić wpływy, głównie za sprawą Martina Bormanna, sekretarza osobistego Führera, który zazdrośnie strzegł dostępu do niego i skutecznie oczerniał dawnych sojuszników, w tym Hoffmanna, karmiąc Hitlera plotkami i insynuacjami na jego temat. Mimo to Hoffmann pozostał w bliskim otoczeniu wodza aż do ostatnich miesięcy wojny.
Wojna zakończyła się dla Hoffmanna aresztowaniem przez wojska amerykańskie 10 maja 1945 roku. Zeznawał później w procesach norymberskich, w tym w procesie głównym przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym, gdzie jego zdjęcia same stały się materiałem dowodowym przeciwko dawnym towarzyszom. Sąd denazyfikacyjny skazał go w 1947 roku na dziesięć lat więzienia za czerpanie korzyści majątkowych z wojny, wyrok później skrócono do czterech lat. Z więzienia wyszedł na początku lat pięćdziesiątych i zamieszkał w niewielkiej miejscowości pod Monachium. W 1955 roku opublikował swoje wspomnienia, próbując przedstawić się jako apolityczny obserwator historii, a nie jej aktywny współtwórca. Zmarł 16 grudnia 1957 roku w wieku siedemdziesięciu dwóch lat i został pochowany na cmentarzu Nordfriedhof w Monachium.
Heinrich Hoffmann nigdy nie trzymał broni ani nie wydawał rozkazów na froncie. Jego bronią był aparat fotograficzny, a skutki jego pracy okazały się równie trwałe jak niejeden rozkaz wydany w polu. To on, kadr po kadrze, uczynił z Adolfa Hitlera symbol, obraz, który przetrwał znacznie dłużej niż sam reżim. Historia Hoffmanna przypomina, że propaganda nie zawsze ma twarz mówcy czy ideologa. Czasami ma twarz człowieka stojącego cicho za kamerą, decydującego, co świat zobaczy, a czego nigdy nie ujrzy.