Artykuły »
Cyjankowa ampułka. Ostatnia broń zbrodniarzy III Rzeszy
Wśród przedmiotów osobistych noszonych przez wysokich funkcjonariuszy III Rzeszy jednym z najbardziej niepokojących była niewielka szklana ampułka z cyjankiem potasu. Kapsułka ta, ukrywana w mundurze, w oprawie okularów lub wszywana w podszewkę ubrania, stanowiła ostatnią linię obrony przed pojmaniem, przesłuchaniem i procesem sądowym. Jej historia mówi wiele o mentalności nazistowskich elit u schyłku wojny, gdy klęska militarna stała się nieunikniona, a odpowiedzialność za popełnione zbrodnie zaczęła doganiać ich twórców.
Cyjanek potasu, którym wypełniano ampułki, nie był wynikiem żadnej tajnej receptury opracowanej specjalnie na potrzeby SS czy wywiadu. Był to związek chemiczny szeroko wykorzystywany w niemieckim przemyśle już od początku dwudziestego wieku, między innymi w procesach galwanizacji metali, w fotografii oraz jako środek owadobójczy. Niemiecki przemysł chemiczny, w tym koncern IG Farben, produkował go na skalę przemysłową na długo przed dojściem nazistów do władzy. Służby III Rzeszy sięgnęły więc po substancję, która była powszechnie dostępna, nadając jej jedynie nowe, śmiercionośne zastosowanie.
Formę ampułki dopracowywano pod kątem dyskrecji oraz bezpieczeństwa jej noszenia. Szklaną kapsułkę, zawierającą stężony roztwór lub krystaliczny cyjanek, otaczano cienką warstwą gumy lub żelatyny. Dzięki temu ampułka nie pękała przypadkowo pod wpływem nacisku podczas mówienia, jedzenia czy normalnych czynności życiowych, ale rozgryziona świadomie, natychmiast uwalniała truciznę do jamy ustnej. Niewielkie rozmiary, zwykle nieprzekraczające dwóch centymetrów, pozwalały ukryć ją niemal wszędzie, w zębie, w kołnierzu munduru, w podeszwie buta czy w opakowaniu przedmiotów codziennego użytku.
Mechanizm działania cyjanku jest prosty do wytłumaczenia, choć niezwykle bezwzględny w skutkach. Związek ten blokuje zdolność komórek do wykorzystywania tlenu na poziomie enzymatycznym, przez co organizm, mimo że tlen wciąż krąży we krwi, dosłownie się dusi od wewnątrz. Ponieważ do zatrucia wystarczał już kontakt z błoną śluzową jamy ustnej, śmierć następowała wyjątkowo szybko, zwykle w ciągu kilkudziesięciu sekund do kilku minut, znacznie prędzej niż w przypadku większości innych trucizn wymagających wchłonięcia przez układ pokarmowy.
Ampułki cyjankowe trafiały nie tylko do najwyższych rangą oficerów SS i dyplomatów, ale również do agentów wywiadu działających poza granicami Niemiec, dla których schwytanie oznaczało ryzyko ujawnienia informacji mających znaczenie strategiczne. Stały się swoistym elementem wyposażenia osób, których wiedza lub pozycja czyniły ich szczególnie cennymi celami dla aliantów.
Najgłośniejszym i wciąż dyskutowanym przypadkiem użycia takiej kapsułki jest samobójstwo Hermanna Göringa. Dwudziestego pierwszego dnia po ogłoszeniu wyroku norymberskiego, w nocy z 14 na 15 października 1946 roku, zaledwie kilka godzin przed planowaną egzekucją przez powieszenie, Göring połknął ukrytą ampułkę cyjanku w swojej celi w więzieniu w Norymberdze. Do dziś nie ma pewności, w jaki sposób trucizna trafiła do środka, mimo ścisłej kontroli więziennej i wielokrotnych rewizji. Wśród hipotez pojawiają się wersje o przekupionym strażniku, przemyconej kapsułce ukrytej w słoiku z kremem oraz o możliwym udziale kogoś z personelu obiektu, jednak żadna z nich nie została jednoznacznie potwierdzona.
Podobną metodę wybrał Heinrich Himmler, dowódca SS i jeden z głównych architektów Holokaustu. Po zatrzymaniu przez wojska brytyjskie w maju 1945 roku, w trakcie próby ucieczki pod fałszywą tożsamością, Himmler ugryzł ampułkę cyjanku ukrytą w jamie ustnej. Zmarł na miejscu, zanim brytyjscy oficerowie zdołali przeprowadzić jakiekolwiek przesłuchanie, co pozbawiło aliantów możliwości uzyskania od niego bezpośrednich zeznań na temat organizacji aparatu terroru III Rzeszy.
Cyjankowe ampułki stały się z czasem swoistym symbolem ostatniej, desperackiej formy kontroli, jaką nazistowscy zbrodniarze próbowali zachować nad własnym losem. Wybierając szybką śmierć zamiast stanięcia przed sądem i publicznego rozliczenia z popełnionych czynów, unikali nie tylko kary, ale i konieczności złożenia zeznań, które mogłyby rzucić dodatkowe światło na mechanizmy funkcjonowania reżimu. To właśnie dlatego historia tych niewielkich, pozornie niepozornych kapsułek pozostaje jednym z bardziej wymownych epizodów końca III Rzeszy.